|
Zatrudnienie rośnie coraz szybciej, płace wyhamowały 17.08.2010 |
|
Zatrudnienie rośnie coraz szybciej, płace wyhamowały 17.08.2010
Opublikowane dziś dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują na dalszą poprawę na rynku pracy. W lipcu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się w porównaniu do tego samego miesiąca ubiegłego roku o 1,4 proc. Takiej właśnie dynamiki spodziewali się ekonomiści. Rozczarowały nieco płace. Średnie wynagrodzenie w firmach zwiększyło się bowiem o 2,1 proc., podczas gdy liczono na jego wzrost o 3,9 proc. W lipcu liczba zatrudnionych w przedsiębiorstwach sięgnęła niemal 5 mln 350 tys. osób i była wyższa niż w czerwcu o 13,4 tys. osób. W porównaniu do lipca ubiegłego roku wzrosła o 76,3 tys. osób i był to największy przyrost od grudnia 2008 r. Liczba zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw zwiększa się nieprzerwanie od początku tego roku. Osiągnęła już poziom zbliżony do tego z lutego ubiegłego roku. Najniższy w fazie spowolnienia gospodarczego poziom liczba zatrudnionych osiągnęła w grudniu 2009 r. Wówczas w firmach pracowało 5 mln 255 tys. osób. Od tego czasu liczba etatów zwiększyła się o prawie 95 tys. Co więcej, od trzech miesięcy dynamika wzrostu miejsc pracy wyraźnie przyspiesza. W maju sięgała ona 0,5 proc., w czerwcu wyniosła 1,1 proc. a w lipcu 1,4 proc. To świadczy o wyraźnej poprawie sytuacji na rynku pracy i wskazuje na jej trwały charakter. Nieco gorsze wieści napłynęły z list płac. Średnie wynagrodzenie brutto w firmach wyniosło nieco ponad 3433 zł i było 2,1 proc. wyższe niż lipcu ubiegłego roku, jednak tempo tego wzrostu było niższe, niż się spodziewano. Realnie, czyli po uwzględnieniu inflacji zwiększyło się ono o zaledwie 0,1 proc. i to tylko dzięki nieoczekiwanemu spadkowi inflacji w lipcu do 2 proc. Tu sytuacja nie poprawia się ani tak szybko, jak oczekiwali tego ekonomiści, a przede wszystkim sami zatrudnieni. Tempo wzrostu średniej płacy w przedsiębiorstwach przemysłowych maleje już drugi miesiąc z rzędu. W maju wyniosło ono 4,8 proc., w czerwcu 3,5 proc. a w lipcu o 2,1 proc. Powodu do niepokoju jednak nie ma. Prawdopodobnie obserwowaliśmy jedynie sezonowe osłabienie, związane z okresem urlopowym. W ubiegłym roku podobne zjawisko miało miejsce w czerwcu, gdy płace wzrosły o 2 proc. Gdyby jednak ta tendencja utrzymała się przez dłuższy czas, to z jednej strony można oczekiwać zmniejszenia presji inflacyjnej, z drugiej jednak trzeba się liczyć ze spadkiem popytu.
Roman Przasnyski, komentarz
Główny Analityk Gold Finance
Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.
|
|
|
Peryskop Finansowy Gold Finance 13.08.2010 |
|
Peryskop Finansowy Gold Finance 13.08.2010
Najważniejsze wydarzenia:
- Wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w lipcu o 2%, podczas gdy spodziewano się jego wzrostu o 2,2%. Poprzednio tak niski wskaźnik inflacji zanotowano w lutym 2007 r. Spadek cen w porównaniu miesiąc do poprzedniego miesiąca wyniósł 0,2% i zdarzył się po raz pierwszy od grudnia 2008 r.
- Michał Boni, szef zespołu doradców premiera zapowiedział złożenie wniosku o odrzucenie założeń do zmian w ustawie o emeryturach kapitałowych, przedstawionych przez resort pracy. Zakładają one między innymi obniżenie udziału składki przekazywanej do Otwartych Funduszy Emerytalnych z obecnych 7,3 do 3% a nawet zawieszenie przez okres dwóch lat przekazywania tych składek funduszom i kierowanie ich do ZUS.
- W pierwszym półroczu wartość eksportu wyniosła 224,8 mld zł i była o 8,2% wyższa niż w tym samym okresie ubiegłego roku a import sięgnął 243,8 mld zł. i wzrósł o 6,8%. Ujemne saldo wymiany handlowej wyniosło 19 mld zł (w ubiegłym roku sięgnęło 20,6 mld zł).
- Wiceminister finansów Ludwik Kotecki poinformował, że w przyszłym roku poziom długu finansów publicznych zbliży się do poziomu 55% PKB, konieczne więc jest podjęcie działań zaproponowanych w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa.
- Według Peresa Narodowego Banku Polskiego Marka Belki, rząd powinien w tym roku poczynić poważniejsze oszczędności w wydatkach budżetu. Jego zdaniem, przy lepszym od oczekiwań wzroście gospodarczym i konserwatywnych założeniach budżetowych, deficyt powinien być niższy od planowanego.
- Wzorem Węgier w Polsce również pojawiają się pomysły obłożenia banków dodatkowymi podatkami. Według przygotowywanego przez SLD projektu, banki miałyby płacić państwu 0,3 proc. od swoich aktywów (na Węgrzech jest to 0,5 proc.).
- Najbliżej zakupu pakietu kontrolnego Banku Zachodniego WBK jest jednak hiszpański Santander a nie polski PKO BP – donoszą media. Jak wynika z nieoficjalnych informacji z zamiaru zakupu polskiego banku wycofał się włoski Bank Intesa Sanpaolo, a także prawdopodobnie BNP Paribas.
Pobierz pełną wersję peryskopu w 
|
|
|
Ceny spadły po raz pierwszy od półtora roku 13.08.2010 |
|
Ceny spadły po raz pierwszy od półtora roku 13.08.2010
Obawy, związane ze wzrostem inflacji na razie nie sprawdzają się. W lipcu, po raz pierwszy od grudnia 2008 r., ceny towarów i usług konsumpcyjnych były niższe, niż w poprzednim miesiącu. W porównaniu do lipca ubiegłego roku ich wskaźnik wzrósł o 2 proc. Spodziewano się jego wzrostu o 2,2 proc. Czerwcowy, nieoczekiwany skok o 2,3 proc., okazał się jedynie zjawiskiem przejściowym. Lipcowy poziom inflacji jest najniższy od lutego 2007 r. Niższa, w porównaniu do poprzedniego miesiąca inflacja to wynik spadku cen żywności o 0,9 proc., a po wyłączeniu z tej grupy napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych, o 1,1 proc. O 1,3 proc. obniżyły się ceny odzieży i obuwia. Niemal nie zmieniły się koszty związane z mieszkaniem, w tym nośników energii i wyposażenia oraz prowadzenia gospodarstwa domowego, a także związane ze zdrowiem i transportem. W porównaniu do lipca ubiegłego roku aż tak dobrze nie było, bowiem obniżyły się jedynie ceny odzieży i obuwia, za to aż o 3,5 proc., łączności (o 1,6 proc.) oraz rekreacji i kultury (o 0,9 proc.). Najbardziej, bo aż o 3,7 proc. ceny towarów i usług związanych z użytkowaniem mieszkania i nośnikami energii, o 3,6 proc. zwiększyły się ceny napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych, o 3 proc. koszty transportu. Tankowanie paliwa na stacjach benzynowych było droższe o 5,8 proc. W kategorii towarów żywnościowych najbardziej, bo aż o ponad 10 proc. potaniały warzywa. Trudno przewidzieć, jak długo będziemy cieszyć się niską inflacją i spadającymi lub wolno rosnącymi cenami żywności. Pewien niepokój budzi ostatnio dynamiczny wzrost cen pszenicy i niektórych innych produktów rolno-spożywczych. Jeśli te tendencje utrzymają się przez dłuższy czas, mogą wpłynąć niekorzystnie na nasze kieszenie. Eksperci nie widzą powodów do większych obaw, w związku z niższymi zbiorami i warunkami pogodowymi. Jak jednak często bywa w sytuacjach, gdy pojawiają się sygnały, takie jak w przypadku pszenicy, której plony po suszach w Rosji i deszczach w Kanadzie, a więc krajach, które są dużymi producentami i eksporterami tego zboża, mogą być niższe, na rynku pojawia się tendencja do wzrostu cen.Ich podłożem mogą być po części w sposób naturalny zwiększone obawy i oczekiwania wzrostu cen, częściowo zaś wykorzystywanie ich do windowania cen.
Roman Przasnyski, komentarz 
Główny Analityk Gold Finance
Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.
|
|
|
Starcie nadzoru z bankami wpłynie na dalszą sprzedaż kredytów hipotecznych 12.08.2010 |
|
Starcie nadzoru z bankami wpłynie na dalszą sprzedaż kredytów hipotecznych 12.08.2010
Wartość sprzedaży kredytów mieszkaniowych w tym roku wyniesie około 50 mld zł prognozuje Związek Banków Polskich. Po półroczu było to 23,3 mld zł. – Oczekiwałbym stabilizacji sprzedaży w III i IV kwartale na poziomie podobnym do tego z II kwartału (blisko 64 tys. kredytów za ok. 13,5 mld zł) - poinformował Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP. Nie ukrywa jednak, że trudno jest prognozować sytuację na rynku kredytów hipotecznych. Zdaniem ZBP kolejne nowe propozycje Komisji Nadzoru Finansowego - zmiany Rekomendacji S - mogą ograniczyć sprzedaż kredytów zabezpieczonych hipoteką o ponad 20 proc., choć nie stałoby się to od razu. Wiele będzie zależało od tego, kto okaże się silniejszy w przeciąganiu rynku na swoją stronę.
Zmiany gonią zmiany
Jeszcze na dobre nie zaczęła obowiązywać Rekomendacja T dotycząca podejścia do zdolności kredytowej, a już Komisja Nadzoru Finansowego przygotowała następną – nowelizację Rekomendacji S, która może przewrócić rynek kredytów hipotecznych do góry nogami. W środę minął termin zgłoszenia przez banki uwag do nowelizacji. – Podaliśmy swoje zastrzeżenia. Spytaliśmy jednocześnie, jakie są przyczyny tak drastycznych obostrzeń i jakie mogą być ich skutki, bo tego w tym dokumencie brakuje – mówi Mariusz Zygierewicz, dyrektor w Związku Banków Polskich. Według ZBP kilka mocnych ograniczeń, jakie tkwią w nowym projekcie rekomendacji S może zmniejszyć sprzedaż kredytów o ponad 20 proc. w stosunku do możliwości jakie dają obecne warunki. - Na dodatek problem dotknie zarówno klientów detalicznych jak i firmy – tłumaczy przedstawiciel ZBP. Nie chce jednak zdradzać pomysłów bankowców na to jak z jednej strony zadowolić ostrożne oczekiwania nadzoru, a z drugiej nie zahamować sprzedaży kredytów. – Z pewnością konsultacje zajmą wiele tygodni – dodaje Mariusz Zygierewicz, a po tonie głosu można stwierdzić, że łatwo nie będzie. W dokumencie widnieje zapis, że Rekomendacja S wejdzie w życie do „dnia… 2011 r.”, czyli w przyszłych roku, choć nie wiadomo, czy na początku czy na końcu. Nie ma w niej również informacji o długości vacatio legis.
Koniec z walutami i 100 proc. LTV
Nie ma jednak wątpliwości, że jeśli dyskusje będą się przedłużały i górą będzie w nich nadzór, to może to istotnie zwiększyć sprzedaż kredytów w najbliższych miesiącach. Bo nowe rozwiązania w swoim pierwotnym kształcie mają m.in. zablokować sprzedaż kredytów walutowych i obniżyć maksymalną wysokość kredytu poniżej 100 proc. ceny nieruchomości.
- Jednym z elementów projektu nowelizacji Rekomendacji S jest zastrzeżenie, że banki, które do tej pory pożyczyły klientom w walutach już co najmniej połowę kredytów mieszkaniowych, nie będą mogły dalej udzielać kredytów w walutach obcych. Praktycznie odcina to możliwość sprzedaży kredytów walutowych wszystkim bankom udzielającym obecnie tego rodzaju kredytów, z wyjątkiem PKO BP. Banki chciałyby, aby kryterium - maksymalnie połowa sprzedaży kredytów walutowych - zastosować do nowej sprzedaży. (Rekomendacja 7)
- KNF zaleca też w rekomendacji stworzenie limitów dla firmowych portfeli kredytowych finansujących zarówno nieruchomości mieszkalne jak i komercyjne. W dokumencie nie ma jednak mowy o konieczności przyjęcia jakiegoś sztywnego progu jak miało to miejsce w kredytach detalicznych. (Rekomendacja 7)
- Bankowcom nie przypadł również do gustu zapis mówiący, że badanie zdolności kredytowej powinno się odbywać przy uwzględnieniu maksymalnego trwania spłaty kredytu przez 25 lat. Nie oznacza to oczywiście, że klient nie mógłby spłacać kredytu dłużej, ale jego zdolność kredytowa mogłaby na tym ucierpieć. Obecnie prawie 60 proc. kredytów jest branych na ponad 25 lat – zwracają uwagę w ZBP. (Rekomendacja 11)
- Nadzór oczekuje dodatkowo także, że jeśli okres spłaty kredytu wkracza w okres emerytalny klienta, to bank powinien uwzględnić w ocenie zdolności kredytowej prawdopodobną zmianę wielkości dochodów w tym czasie. (Rekomendacja 11)
- KNF chce także, aby do obliczania relacji wartości kredytu do wartości nieruchomości (LtV) nie była brana pod uwagę jej wartość rynkowa. Bank powinien uwzględniać wartość zabezpieczenia możliwą do uzyskania podczas ewentualnego postępowania windykacyjnego, biorąc pod uwagę ograniczenia prawne, ekonomiczne (m.in. koszty zbycia zabezpieczenia) oraz inne. (Rekomendacja 15)
Takie podejście doskonale obniżyłoby maksymalne LtV i o obecnych 100 proc. czy więcej nie byłoby już mowy. Jak wynika z danych za II kwartał niemal 19 proc. kredytów miało wartość od 95 do ponad 100 proc. wartości nieruchomości. Dla porównania jeszcze w I kwartale było to 12 proc. Bankowcy obstają, aby nadal odnosić się do wartości rynkowej.Zdaniem nadzoru w bankach, które nie mają mechanizmów i baz danych pozwalających na szacowanie obniżki rynkowej wartości nieruchomości o koszty jej szybkiej sprzedaży, maksymalny ustalany przez bank poziom LtV nie powinien być wyższy niż 80 proc. dla kredytu na 5 lat i więcej oraz 90 proc. dla pozostałych.
Halina Kochalska, komentarz 
Analityk Gold Finance
Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.
|
|
|
Złoto, dolar i pszenica 09.08.2010 |
|
Złoto, dolar i pszenica 09.08.2010
Ostatnio najczęściej komentowane wydarzenia dotyczące rynków surowcowych to dynamiczny wzrost cen pszenicy i złota. Notowania złota według doniesień idą w górę. Drożeje pszenica, co może wywołać inflację, a jak wiadomo, złoto jest wrażliwe i na inflację, i na dolara. Jednak od połowy czerwca do końca lipca ceny złota ignorowały oba te czynniki, mimo że dolar dynamicznie słabł, a ceny pszenicy szły w górę już od czerwca. Teraz znów zaczęły na nie zwracać uwagę. Po ustanowieniu w drugiej połowie czerwca rekordu wszechczasów na poziomie 1264 dolarów za uncję, ceny złota zaliczyły trwający półtora miesiąca ostry spadek. Pod koniec lipca uncję kruszcu można było kupić za 1156 dolarów, o 108 dolarów mniej, czyli o 8,5 proc. taniej. Tę „promocję” można było tłumaczyć naturalną korektą i realizacją zysków, która nastąpiła po silnej zwyżce i dojściu do nowego szczytu. Mówiło się też, że złoto traci, bowiem nie tylko oddaliła się perspektywa inflacji, ale wręcz pojawiły się opinie, że w Stanach Zjednoczonych możemy mieć do czynienia ze scenariuszem deflacyjnym. Jednym z autorów wskazujących na możliwość jej wystąpienia był członek Fed James Bullard. Tyle tylko, że swoje poglądy na ten temat ujawnił pod koniec lipca, gdy ceny złota zaczęły już marsz w górę. Inflacyjne zagrożenie zaczęto dostrzegać w związku z dynamicznym wzrostem cen pszenicy. Jej notowania skoczyły od końca lipca z 6,2 do 8,2 dolarów za buszel, czyli o prawie jedną trzecią. Sytuację na jej rynku podgrzały informacje o wprowadzeniu przez Rosję czasowego zakazu eksportu. Trzeba jednak zauważyć, że notowania pszenicy rosły już od połowy czerwca. Od tego czasu do końca lipca poszły w górę o niemal 47 proc. Wówczas jednak nikt zagrożenia inflacyjnego nie dostrzegał. Nawet inwestorzy na rynku złota. Zauważono je dopiero teraz, gdy okazało się, że pszenica jest droższa o ponad 80 proc. w porównaniu do czerwca. W części komentarzy podkreśla się, że niebezpieczeństwo drastycznego ograniczenia podaży pszenicy z powodu deszczów w Kanadzie, suszy w Rosji i prognoz niższych zbiorów w Europie wcale nie jest tak duże, by uzasadniało tak dynamiczny wzrost cen. Co ciekawe, w reakcji na decyzję Rosji o zakazie eksportu ceny pszenicy spadły w ubiegły piątek od 4 do ponad 7 proc., co wydaje się mało logiczne. Notowania złota „przespały” więc cały lipcowy wzrost cen pszenicy, sięgający 47 proc., kwitując go spadkiem o ponad 80 dolarów za uncję, czyli o 6,5 proc. Spadały też, mimo osłabienia się dolara wobec euro o 8,5 proc. i straty od czerwca aż o 12 proc. A przecież taniejący dolar powinien spowodować „automatyczny” wzrost cen złota. Od końca lipca sytuacja wróciła już do normy. Uncja złota zdrożała z 1156 do 1210 dolarów, czyli o 4,7 proc. Do czerwcowego rekordu brakuje jeszcze około 50 dolarów, czyli nieco ponad 4 proc. Być może więc dzięki słabemu dolarowi i mocnej pszenicy złoto znów mocniej zaświeci. Przy okazji warto zauważyć, że oprócz pszenicy od maja notowania cukru wzrosły o ponad 44 proc., zaś kawa zdrożała o niecałe 40 proc. Ceny kukurydzy i soi wzrosły jedynie o kilka procent, zaś ryż staniał o 14 proc. W ostatnich miesiącach surowce rolne okazały się o wiele lepszą inwestycją niż przemysłowe. Ropa zdrożała bowiem tylko o około 20 proc., a miedź jedynie o 5 proc.
Roman Przasnyski,
Główny Analityk Gold Finance
Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.
|
|
|