niedziela 05 luty 2012
 
 
 

Strona główna Porady Ubezpieczeniowe Oszczędzanie albo emerytalne biedowanie
Aktualności i Porady
Kalkulatory inwestycyjne
Polskie indeksy
03 luty 2012 18:59
indekswartośćzmiana
WIG
41732.30
+0,31%
WIG20
2374.47
+0,14%
mWIG40
2402.23
+0,64%
sWIG80
9654.30
+0,97%
money.pl
 
 
Oszczędzanie albo emerytalne biedowanie
  
Pieniądze wpłacane do ZUS i na II filar nie zapewnią godnej starości. Gdyby inwestować je samodzielnie, przyniosłyby nawet czterokrotnie wyższą emeryturę. Redakcje Money.pl i Expandera wyliczyły, ile tracimy opłacając obowiązkowe składki oraz ile trzeba odkładać, aby mieć za co żyć w przyszłości.
  
Pracując należy już dziś odkładać od kilkudziesięciu do nawet paru tysięcy złotych miesięcznie, jeśli nie chce się znacząco obniżyć standardu życia po przejściu na emeryturę. Nie ma co liczyć tylko na ZUS i II filar, bo pierwsza emerytura będzie niższa od 40 do 60 procent w porównaniu do ostatniej pensji.
  
Dla przykładu: dobrze zarabiająca 35-letnia pani Magda po przejściu na emeryturę bardzo się rozczaruje.
 
- dziś na rękę otrzymuje 3 965 zł
- biorąc pod uwagę średni wzrost płac, jej pensja za 25 lat - gdy zakończy karierę zawodową - wynosić będzie 10 452 zł netto  - natomiast pierwszy przelew z emeryturą opiewać będzie na 4 015 zł
- jeśli pani Magda nie zmniejszy wydatków, miesiąc zakończy z debetem w wysokości aż 6 437 zł. Emerytura stanowi bowiem tylko 38 proc. jej ostatnich zarobków
 
Gdyby pani Magda miała możliwość samodzielnego inwestowania pieniędzy, które dziś musi wpłacać do ZUS-u i do OFE, za 25 lat miałby emeryturę w wysokości 110 proc. ostatniej pensji.
  
Jednak takiej możliwości w Polsce nie ma i pani Magda musi zacząć oszczędzać, jeśli np. nie chce za 25 lat zmieniać mieszkania na mniejsze, o niższym czynszu. I to oszczędzać niemało.
  
Najprostszym sposobem wydaje się lokata bankowa. Jednak to mało efektywny sposób - pieniędzy nie przybywa, są jedynie chronione przed inflacją. Przy założeniu, że lokata oprocentowana jest na 3 proc., pani Magda odkładać musi aż po 2,5 tys. zł miesięcznie. To bardzo dużo - z jej pensji na życie zostawałoby jej 1 460 zł. Dlatego znacznie korzystniejszy wydaje się fundusz inwestycyjny. Gdyby pani Magda zdecydowała się na fundusz akcji, to miesięcznie musiałby wpłacać 654 zł. W przypadku funduszu zrównoważonego byłoby to ponad tysiąc złotych.
 
To wciąż duże kwoty, ale pani Magdzie zostało "tylko" 25 lat na uzbieranie kwoty, która zniwelowałaby różnicę miedzy pensją a emeryturą.
  
Młodsze osoby, a szczególnie młodsi mężczyźni, mają znacznie łatwiej.
  
23-letni Mariusz ma dużo czasu, żeby zabezpieczyć sobie starość. Jeśli pomyśli o tym już dziś, może odkładać zaledwie po 30 zł, aby po 42 lata mieć niemały kapitał. Zarabia dziś 1 365 zł na rękę. Po 42 latach jego ostatnia pensja wynosić będzie 6 525 zł, a pierwsza emerytura zaledwie 3 858 zł. Jednak w ujęciu procentowym to i tak dużo więcej, niż w przypadku pani Magdy, bo blisko 60 proc. ostatniej pensji. Przy takich zarobkach Mariusza nie stać na odkładanie na lokacie - musiałby wpłacać po 810 zł. Ale oszczędzanie w funduszu zrównoważonym, to już miesięczna kwota w wysokości 80 zł, a w akcji 30 zł.
  
Wniosek: im szybciej zacznie się oszczędzać, tym mniejsze kwoty trzeba odkładać. Mariusz musi odkładać minimalnie 2,4 procent swojej pensji, a pani Magda co najmniej 16,5 proc.
 
I jeszcze jedna obserwacja: gdyby oboje dziś zostali zwolnieni z płacenia składek emerytalnych i te pieniądze inwestowali, pani Magda miałaby po 25 latach pierwszą emeryturę o 10 proc. wyższą, niż ostatnią pensję (zamiast ponad 60 proc. niższą), a emerytura Mariusza byłaby aż sześciokrotnie wyższa niż ostatnia pensja - a będzie o 40 proc. niższa.
  
To pokazuje, jak źle się dzieje z naszymi pieniędzmi przymusowo wpłacanymi do ZUS-u i OFE. Trudna do rozwiązania jest sytuacja z ZUS-em, bo obecnie wpłacane składki od razu trafiają do obecnych emerytów. Na naszym koncie są pieniądze wirtualne, które nie są inwestowane, a jedynie indeksowane o specjalne wskaźniki. W zależności od tego, ile tych wirtualnych pieniędzy nazbieramy, taką emeryturę dostaniemy, ale z pieniędzy pochodzących ze składek wówczas pracujących osób. Prościej wygląda sprawa z OFE. Problem bowiem nie jest w tym, że są one źle zarządzane, ale prawo nie pozwala im optymalnie zarządzać naszymi pieniędzmi. Ustawową są zmuszone do tak bezpiecznego inwestowania, że aż mało efektywnego.
 
Nie warto pocieszać się tym, że choć emerytura będzie niższa od ostatniej pensji, to za 4 tysiące da się wyżyć (mniej więcej taką kwotę dostani zarówno pani Magda jak i pan Mariusz). Warto pamiętać o inflacji. Dziś o 4 tys. zł emerytury marzy nie jedna starsza osoba, ale za ćwierć wieku nie będzie to wcale pokaźna kwota. Zakładając, że inflacja przez najbliższe dziesięciolecia średnio rocznie wynosić będzie tylko od 2 do 3 proc., to po 25 latach za 4 tysiące złotych będziemy mogli kupić tyle, ile dziś możemy za 2 - 2,4 tys. zł.
 
Dziś za 4 tys. zł można kupić 4 pralki, a gdy pani Magda będzie przechodzić na emeryturę, starczy jej na dwie pralki i zapas proszku.
 
Pan Mariusz również dostanie około 4 tys. emerytury, jednak za 42 lata. Wtedy za emeryturę w tej wysokości będzie mógł kupić jedną pralkę i zostanie mu jeszcze na proszek.
 
Źródło: Money.pl